Jejku, po raz pierwszy pisałam coś tak dziwnego. Za pomysł serdecznie dziękuje mojej kochanej Kayah Mafoy, ponieważ bez jej szalonej wyobraźni/pomysłów nie było by teraz tej historyjki. Mam nadzieję, że da się czytać.
D <3
***
- Ron, czy ty mnie słuchasz?
Ronald Weasley od godziny 'rozmawiał' ze swoją przyjaciółką Hermioną Granger w kuchni w Norze. Zostali tylko oni ponieważ nikt inny nie chciał słuchać wywodów gryfonki na temat kiepskiego Ministra Magii. Jedynie Ron został jednak w ogóle jej nie słuchał. Rozmyślał o jednym z nowo wyklutych kurczaków. Nie mógł wyjaśnić dlaczego, ale czuł o tego niepozornego zwierzątka sympatię.
- Nie Hermiono! Nie słucham Cię! Nikt Cię nie słucha bo to jest nudne! - wybuchną nagle czując narastającą złość.
Wyszedł z domu zostawiając zdezorientowaną Hermionę samą. Pod osłoną gwiazd dotarł do kurnika. Przysiadł na wyłożonej słomom podłodze tuż obok swojego ulubionego zwierzątka.
Był to mały, pierzasty kurczaczek. Taki jak zazwyczaj bywają w kolorowych kreskówkach. Miał żółciutkie piórka i czerwony dziobek w którym trzymał różową dżdżownicę.
- Słuchaj Żółtek, jest taka sprawa - zaczął Ron do kurczaka a ten przysuną się bliżej zjadając uprzednio robaka. - bo jest taki, ktosiek, którego bardzo lubię i nie wiem jak mu to powiedzieć.
Spojrzał na zwierzaka. Żółtopióry przechylił główkę i spojrzał na nastolatka jak by chciał powiedzieć, że ma mówić prosto z mostu.
- Gdyby to było takie łatwe - mrukną chłopiec.
Siedzieli tak razem wpatrując się w księżyc w pełni, dopóki oboje nie posnęli.
Następnego dnia rano Rona obudziły promienie słoneczne. Wstał niemal od razu co mu się nie zdarzało za często. Dzień do obiadu miną mu w miarę spokojnie.
- Dzieci zejdźcie na obiad! - krzyknęła z kuchni pani Weasley. Ron rozmawiał właśnie z Harrym na temat nowego składu Irlandzkiej drużyny qwidicha.
Zeszli do kuchni. Już na schodach przywitał ich aromatyczny zapach kurczaka w curry. Przyspieszyli kroku. Rudy wbiegł do kuchni i szybko dopadł do jedzenia. Jednak zamiast wyrwać (jak zwykle robił) nogę kurczakowi i zacząć się nią opychać, pogłaskał kurczaka i zapytał.
- Mamo jak wyglądał ten kurczak? - Jego matka spojrzała się na niego jak na wariata.
- Był żółty z czerwonym dziobem, ale Ron, co cię to nagle tak obchodzi? - chłopiec już jej jednak nie słuchał.
Pognał do kurnika aż się za nim kurzyło. Zaczął krzyczeć "Żółtku" ale nic to nie dawało. Smutny i zrezygnowany wrócił do kuchni gdzie siedzieli i jedli członkowie Zakonu Feniksa.
- Gratuluje - burkną - zjadacie miłość mojego życia!
Super! Rozwaliło mnie "zjadacie miłość mojego życia" :D :p
OdpowiedzUsuńI na to właśnie liczyłam :P
UsuńHaha super miniaturka :-) zgadzam się z Kayah. Cała miniatuka wspaniała.
OdpowiedzUsuńWeny życzę Dominika
Dziękuje :)
UsuńD.
Ta miniaturka powaliła mnie na kolana zgadzam się z wszystkimi
OdpowiedzUsuńPS.Weny życzę
Bardzo dziękuje :D
Usuń